
późnym popołudniem idę idę noga za nogą jak wdech i wydech idę swoją drogą
przez Atlantydę idę i widzę piękno i ohydę, każdy incydent jak rtęć umyka w momencie
gdy go dotykam znika śnieg, cieć, pęknięcie chodnika
idę oj zdjęcie za zdjęciem pstrykam, temu miastu bez ryzyka
pełen zastój, stój! poczekaj po czym poczuj nastrój galaktyka
i ziarenko piasku nie ma nas tu poskładanych z kontrastów
czerń onyksu, biel alabastru, cóż teraz już bez balastu, idę idę trzymam czas w potrzasku
pijani powietrzem